poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Zwierzyniec

























Miałem kiedyś rybki, to moja głupota;
sam na sam z rybkami zostawiłem kota.
Kotek zeżarł rybki, zostawił mi glony,
smętnie pływające w zielonkawej toni.

Wielce rozsierdzony, sprowadziłem psiaka;
piesior wielkie bydlę - kocur dał drapaka.
Nie mając zajęcia, ten morderca kotów,
szczerzył na mnie zęby, zeżreć był mnie gotów.

Nie wiedząc co robić, sprowadziłem Ziutka.
Ziutek znany hycel, gadka była krótka:
przerobi zwierzaka na psie kabanosy,
takie psa-mordercy będą dalsze losy.

Pies węsząc nasz spisek uciekł hen do lasu,
Ziutek zwinął wnyki, bo nie miał już czasu,
ja zjadłem mielonkę, chyba z wieprzowiny,
doszedłem do wniosku, że mam dość zwierzyny.
Zajmę się kwiatkami, co w doniczkach rosną,
będę je podlewał, ale tylko wiosną.

poniedziałek, 13 marca 2017

Purée z mózgu - wprowadzenie

Obywatel Pirre Smusku odbywał właśnie codzienne posiedzenie na tronie lub stolcu, jak kto woli, oddając stolec. Patrzył tępo w kosz z brudną bielizną, w którym królowały majtki, albowiem ob. Pirre miał niezłomną zasadę - nigdy nie prał majtek, tylko zakładał codziennie nowe - stać go było na to, ponieważ oszczędzał pieniądze na proszku, wodzie i prądzie - można by rzec, że był bardzo proekologicznym obywatelem, gdyby nie te majtki. Na jego usprawiedliwienie, należy powiedzieć, że nigdy zużytych majtek nie wyrzucał (nie zanieczyszczał więc środowiska) tylko je składował w kolejnych koszach, które zgniecione pod własnym ciężarem, zaczynały powoli stanowić monolit. Gdy utwardziły się dostatecznie, wyciągał zawartość z kosza jak z formy i zyskiwał w ten sposób dziwne, ni to rzeźby, ni to pomniki, które niby słupy milowe lub graniczne, określały jego kolejne etapy życiowe. I tak przy pierwszym pomniku-słupie opuściła go żona, przy kolejnym zdechł pies - Korwin, przy następnym, zyskał towarzystwo w postaci gniazda mysz polnych itd. itp.
Nasz obywatel, nie był niewolnikiem systemu, nie musiał codziennie udawać się do pracy, gdyż dostawał comiesięczną rentę, w spadku po mamusi; tak więc mógł zupełnie beztrosko oddawać się czynnościom wydalniczym, jako się rzekło, na stolcu i wpatrywać bezmyślnie w kosz przepełniony brudnymi majtkami. Wpatrywał się długo i uporczywie, długo, ponieważ ostatnio spożywał czekolad mnóstwo, więc miał pewne problemy z wypróżnieniem, w terminologii zbliżonej do fachowej - zwie się to zatwardzeniem. Wpatrywał się tak usilnie i w takim napięciu, że poczęły mu się jawić dziwne obrazy - majtki jakby ożyły i zaczęły ze sobą konwersować. Pirre poddał się tym wizjom, nie walczył z nimi, tylko z wielkim zajęciem począł obserwować, co też się dzieje w koszu na brudną bieliznę.
A działo się wiele...

niedziela, 15 stycznia 2017

Stare Wary czyli Pizdne Boje - epizod pierwszy



Dawno, dawno temu, w odległym wygwizdowie, żyło było Plemię Wargaczy. Ichnim Naczelnikiem był Oby-Watel Kran-nic-nie-robi. Miał on swoich uczniów i prymusów, których szkolił do wojaczki w peryferyjnych wagonach Warsu. Jednym z tych prymusów był Anatolij, co połknął kij, w skrócie Anakij.
To tak tytułem wstępu, teraz zaczyna się prawdziwa historia.
Oby-Watel z Anakijem, udali się nocą w poszukiwaniu Mocy. Moc była im potrzebna do walki z Pogromcami Mocy, którzy byli zazwyczaj czarniawi, wybuchowi i żwawi. Mieli przykry wyraz twarzy, pryszcze i liszaje oraz oddech cuchnący jajem (zbukiem). Nocą zaś dlatego, że to były raczej Nocne Marki i zjadali skwarki utkane z kwarków, wydobyte z Czarnych Dziur i Ciemnych Dup.
Nasi dwaj śmiałkowie, po licznych przygodach, dotarli do starego wagonu na ślepym torze, z łuszczącym się napisem WARS. W nim to Oby-watel poczuł od Anakija dziwny zapach, coś  jakby rocznego bigosu, ale mogła to być zmyłka, ponieważ jego młody przyjaciel lubił się kamuflować zapachem spod pachy.
Zamówili danie dnia; oparli się o szynkwas i spoglądali spod oka na ciżbę kłębiącą się wokół. Próbowali wyłowić czujnym wzrokiem swych przeciwników i zaraz też dojrzeli jedynego synowca z bombowca, Chama Z Solą w oku i z wielkim kudłaczem, Czujnym Cwibakiem. Chamski Solon miał na sobie swoją szczęśliwą sukmanę, Osrajbluzę z kapuzą, natomiast Cwibak pelerynkę w grochy, a przepasany był podwójnym lampasem, utkanym w kutasy. Przybyli oni, na te rubieże Wygwizdowa, swoim słynnym krążownikiem — Cokołem Walerium, albo zwanym też — Spotkołem was w Galerium i doznałem Histerium. Jak zwał, tak zwał, ale rzeczony korab był korabiem na schwał. Takiego właśnie, środka lokomocjum potrzebowali nasi dwaj zwycięzcy — poszukiwacze Sroca.
Przycupnęli zatem kątem przy chamskim stoliku, Cwibak kruszył się nieco bakaliami i lenił; Cham zaś cichcem coś seplenił. Pochylili głowy i dalej zaś pogadywać z cicha a półgębkiem.
Oby-Watel: „A ściubisz żyto latem?”
Cham z Solą: „A w ryj kcesz, mazaku?”
Anatolij: „Zawżdy z piesneczką milej na duszy”
Cwibak: „Zulugula, grrrrhrrr”
Tak pogwarzywszy, szeptem i szyfrem, coby wraże uszy zwiędły i skapiały, doszli jednak do konsensusu — obiecali sobie nawzajem podzielić się świątecznym jajem i udać natychmiast na peregrynacje aphelium.
Ruszyli zatem żwawo, z nerwem i z przytupem, po drodze zabijając tylko pięćdziesięciu oczajduszów, z pieśnią na ustach, z westchnieniami w biustach, gnali przesieką przez pasiekę, podjadając syte miody, gnali tak i juczyli bez prerię, aż w końcu dotarli do rzeczonego korabia, przycumowanego chyłkiem na Ostrowiu Zagajnym. Musiał być chyłkiem, albowiem Solon ścigany był przez wszelki kosmiczny śmieć padlinożerny i musiał się nieco cukać na zakrętach. Zrobiwszy pyszczek w dziubek, zacukał i zakwilił na Cokoła Histerium, a ten, zarżawszy z cicha, przycwałował z kopyta. Zarył bruzdą, parsknął, prychnął i przygarnął do swego wnętrza zdrożonych pielgrzymów, szukających awantur po świecie szerokim.